Portal wyników sportowych

Menu:


Nazwa: Ostrowieckie Biegi Niepodległości 2017
Data: 11.11.2017
Dystans: 10 km
BIB: 222
Czas netto: 00:38:19
Czas brutto: 00:38:20
Miejsce OPEN: 26
Liczba zawodników na mecie: 308
Procent: 8%
Średnia prędkość: 15,7 km/h
PACE: 03:50 min/km
Typ: Road
Miejsce: Polska, Ostrowiec Św


   Ostrowieckie Biegi Niepodległości z roku na rok rozrastają się jak grzyby po deszczu. I nie chodzi tylko o frekwencje ale o ilości biegów towarzyszących. Ilość zawodników w biegu głównym na dystansie 10km też znacząco przybywa. W tym roku było ich ponad 300 co przenosi Ostrowiecką imprezę do wyższej klasy. Teraz to już nie mały, lokalny bieg ale bieg średniej wielkości, który przyciąga na start wielu zawodników z województwa a nawet kraju. O obcokrajowcach (UKRAINA, czy KENJA rok temu) nie wspominam bo oni wystartują nawet w Baćkowicach pod warunkiem, że za wygraną otrzymają nagrody pieniężne. Ja startu w Ostrowcu nie planowałem – ale z uwagi na różne sprawy i tematy, 2 tygodnie przed biegiem, wiedziałem, że tam wystartuje. Nawet się ucieszyłem, bo start w Warszawie nigdy dobrze mi nie wychodził a w Ostrowcu przynajmniej pobiegam wśród znajomych. Mniej więcej od początku października zacząłem biegać do pracy – ot tak… wstaje rano i biegnę a po robocie wracam. Około 2*7,5km dziennie. Powód – prozaiczny. Korki, które bezproduktywnie pochłaniają mi min 2*30/40 min i znajdowanie, wieczorem czasu na trening. Postanowiłem to zmienić i upiec 2 pieczenie na jednym ogniu. Tym sposobem mam popołudniu czas dla rodziny, a w pracy dużo lepsze samopoczucie. Więcej o moich doświadczeniach z treningiem 2 razy dziennie i testem biegowym 11 listopada napiszę na ultrawyrypa.pl . Teraz o samym biegu. Start i Meta na stadionie KSZO Ostrowiec (teraz to Stadion Miejski – ale dla mnie będzie to stadion KSZO i tyle). Trasa miejscami ciekawa, miejscami „średnio ciekawa” a miejscami… po prostu nieciekawa. Ale co tam – generalnie Ostrowiec sam w sobie nie jest dziełem sztuki więc nie marudzę. Choć tak na przyszłość organizatorzy mogliby troszkę więcej pokazać miejsc, które naprawdę są ładne choćby park miejski lub bardziej poeksplorować sam rynek i okoliczne uliczki. Byłoby ciekawiej i na pewno ładniej. Punktualnie o 13tej wystartowaliśmy. Dość szybko, choć nie patrzyłem na zegarek czułem tempo 3:30. Ścigacze pobiegli do przodu a ja obserwowałem tylko jak kilku znajomych oddala się sukcesywnie. Ponieważ miał być to test mojej formy w asfaltowych biegach (krótkich) – w pewnym momencie pomyślałem że spróbuje ich dogonić bo po 300 metrach od startu odjechali mi na 100m. Wśród nich był oczywiście Kola Sulik i Piotrek Dasios. Czułem się dobrze – na tyle dobrze, że na drugim kilometrze dogoniłem całą grupkę. Wtedy już wiedziałem jakim tempem biegniemy i było ono znacznie szybsze od tego co biegałem w tym roku. Oczywiście wiem też, co znaczy wyścig – jak przestawimy głowę na tryb „zapieprzaj” to potrafi tak zarządzić, że nogi będą biec znacznie szybciej niż robiły to w ostatnim czasie. Ja eksperymentowałem i w tym momencie też chciałem coś sprawdzić. Z jednej strony dostałem informacje od głowy, która patrząc na tempo mówi „za szybko – to nie twoje tempo” a z drugiej strony ja wmuszam w tą samą głowę myśl – „jeszcze szybciej”. Potrzebowałem bodźca. Przyszedł niespodziewanie. Młoda Ukrainka, króra nas dogoniła i wyprzedziła. Wtedy jeszcze mocniej pomyślałem, utrzymam się za nią. Pomyślałem: „jeszcze szybciej”. Pobiegłem za nią jakieś 500m, krok w krok – podnosząc tempo o ok 5 sec na km. Wtedy kolejny eksperyment. Tempo akceptowałem, nie wprowadzało elementu dyskomfortu. Pomyślałem więc, przycisnę jeszcze trochę aby ją wyprzedzić – zobaczymy co się stanie. Dzień był dość wietrzny i bieganie za kimś z pewnością dawało więcej komfortu, ale mnie to nie zaprzątało głowy. Tego dnia był dzień eksperymentowania. Kolejny test to próba przebiegnięcia podbiegu od Rawszczyzny do Rynku bez większej straty tempa. Na stromszym podbiegu pod rynek zwiększyłem kadencje i się udało. Nie straciłem zbyt wiele. Nie oglądałem się za siebie. Nie wiedziałem kto biegnie za mną. Było to mało istotne. Teraz kontrolowałem swój organizm, który poddawany kolejnym testom – nie mówił „dość”. To był katalizator do ostatniego testu na ostatnim kilometrze – tutaj już z kontrolą zegarka chciałem spróbować pobiec średnio 3:40. Czułem, że mogę. Dodatkowo, ktoś coraz głośniej tupał za moimi plecami. Przyśpieszyłem więc i ostatni kilometr (wierząc w elektronikę) pobiegłem w tempie 3min43sek. Całość zrobiłem w 38minut 19 sekund - co nie jest może czasem marzeń, ale jak na moje tegoroczne szybkie bieganie – bardzo dobrym wynikiem. Po drodze czułem się dobrze, wiedziałem, że kontroluje wszystkie elementy biegu. Fajny czas i nieoczekiwane 4te miejsce w kat. M40 (26 OPEN). Po biegu były jeszcze dodatkowe atrakcje z wręczeniem nagród włącznie ale ja nie mogłem zostać - wracałem do domu na imprezę: 50tkę Marka, którego trzeba wrócić na biegowe tory:)






Created by gapmont.com A.D.2013