Portal wyników sportowych

Menu:


Nazwa: Triathlon Krasnik 2015 - d.olimpijski
Data: 30.08.2015
Dystans: 10 km
BIB: 330
Czas netto: 00:47:17
Czas brutto:
Miejsce OPEN: 11
Liczba zawodników na mecie: 34
Procent: 32%
Średnia prędkość: 12,7 km/h
PACE: 04:44 min/km
Typ: Tri
Miejsce: Polska, Kraśnik


   Żołądkowy łomot… tak w skrócie można nazwać mój start w Kraśniku. Dystans olimpijski (choć rower + 5 kilometrów), który kończył tygodniowy okres walki z wirusem był nie lada wyzwaniem. Po pierwsze: zero mocy, po drugie: bardzo gorąco, po trzecie: antysportowy d-day before:) Ale co tam – zaplanowany start musi być zaliczony. Tym razem, mniej więcej, od połowy pływania wiedziałem, że nie ma co się napinać, bo może być tylko gorzej. Wyluzowałem, aby dopłynąć, jak zwykle cały czas Kraulem, ale tym razem z niezwykle ciężkimi rękami. Stawka zawodników w liczbie około 40 nie powodowała problemów w wodzie, potwora z LohNess też nie widziałem:) . Cały czas myślałem, że ja i mój kompan po prawej stronie zamykamy stawkę. Zawody w mojej głowie zakończyły się na pływaniu (po 4tym zakładaniu czepka na głowę – jak ja tego nienawidzę). W Kraśniku wystartowałem z Kolą i jego znajomymi, którzy przez pływanie przebrnęli expresem (w porównaniu do mnie). Ja z wody wyszedłem (o dziwo) na 27 miejscu co świadczyło, że za mną jest jeszcze ponad 10ciu zawodników. Na trasie rowerowej gdzie dopuszczono draft, przez krótką chwilę nawet trochę przycisnąłem ale spięty żołądek szybko podpowiedział „wolniej”. Od tego momentu wiozłem się na dość dużym komforcie, który czasami zaburzany był podjazdami i podmuchami wiatru. Zawodników na trasie było na tyle niewielu, że drafing, mimo iż dopuszczony, to był dość utrudniony. Na 2gim i 3cim okrążeniu jechałem w zawodnikiem, z którym trochę współpracowaliśmy ale generalnie mój organizm na nic spektakularnego nie pozwalał. Dałem 2 zmiany a potem odpuściłem. Rower zakończyłem z 21 czasem. Wiedziałem, że bieg odpuszczam – postawiłem sobie target „wszystko poniżej 5min/km biorę w ciemno”. Tak też biegłem – początkowo nawet lekko szybciej, choć i tak wydawało mi się, że idę. Było gorąco, temperatura ponad 31 st.C. Pierwsze 5km to walka z brzuchem, masakra, ale bolało. Nie pamiętam takiego bólu. Nogi mogły biec, tętno też niewielkie ale z dorego biegu nici:) Dobrze, że moja głowa traktuje PACE 5min/km jak szybki marsz więc psychicznie było elegancko. Puściło mnie na 6tym km – wtedy dopiero zacząłem przyśpieszać, ale samoistnie bo sam nie chciałem. Widziałem Kole jak biegnie ok 600 m z przodu i byłem zaskoczony. Myślałem, że jest dużo dalej. Ostatecznie prawie go dogoniłem:) Tak czy inaczej na tych zawodach wypociłem całe świństwo, które gnębiło mnie od tygodnia. Na metę dobiegłem zaraz za Kolą na 18m (super). Była to 2ga połowa stawki ale jestem bardzo zadowolony. W przyszłym roku się poprawię – haha. Czas całkowity to 2h45m09s (18 miejsce na 34 skalsyfikowanych). Moje Czasy: pływanie 00:35:03 / 27| T1 00:01:47 | rower 01:19:36 / 21| T2 00:01:26 | bieg 00:47:17 / 11






Created by gapmont.com A.D.2013